niedziela, 3 czerwca 2018

Maryja - pośredniczka wszelkich łask

Całe życie pozostała w ukryciu, by nie przesłonić Sobą Chrystusa. Ona nosi miano najpokorniejszej służebnicy Pańskiej. I w Jej spojrzeniu znalazła się moja dusza.
Choć sposobności do grzechu wiele, o wiele więcej jest łask i dobra, które Ona zlewa na dusze Bogu ufające.
Totus Tuus, cały Twój Maryjo. Cały Twój Jezu Chryste przez Maryję!

sobota, 17 czerwca 2017

idąc w świetle dnia, przez ciemną dolinę

Psalm 23
4 Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. 5 Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. 6 Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy.


Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu,
Teraz jest czas, kiedy idąc w świetle dnia, można przez swą nieuwagę zabłądzić w ciemną dolinę grzechu, słabości i zwątpienia.
O czyste oczy, serce, duszę, trzeba zabiegać zapraszając do swego wnętrza Boga i wszystkich Świętych. Tak już nie ja żyję, nie ja cierpię, nie ja jestem wydany na wstyd i rany, ale Chrystus we mnie i ja z Nim.
Jeśli tylko otworzę oczy, to aby cierpieć dla Chrystusa, jeśli je zamknę, to aby umierać z Nim.
W takich objęciach żyjąc, cokolwiek mnie spotyka, czyni moją duszę umiłowaną świątynią Boga, a ciało wspaniałym obrazem i dziełem Jezusa i miłosiernego Boga.

Niech Wam Bóg błogosławi, ponieważ "błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą".


wtorek, 12 lipca 2016

Jezus moim Przebaczeniem i Pomocą

Pan mój i Bóg mój, nawet gdy nie grzeszę, On jest zawsze moim Przebaczeniem i Pomocą.
Nigdy nie zdaję się na swoją "moc" i siłę, bo nic dobrego nie potrafię uczynić bez Bożego wsparcia.
A Jezus daje siłę! nie lękam się złych mocy, choć pośród zgiełku próbują uderzać, bo Pan mnie chroni, On mój wzrok, słuch, dotyk, powonienie, smak zabezpiecza. Pan moją siłą i twierdzą warowną, przed kim miałbym czuć trwogę?

Niech Pan będzie uwielbiony! Bo Jego łaska trwa na wieki. A wierność przez pokolenia.

Ps. 89: Na wieki będę opiewał łaski Pana, moimi ustami będę głosił Twą wierność przez wszystkie pokolenia, albowiem powiedziałeś: "Na wieki ugruntowana jest łaska", utrwaliłeś swoją wierność w niebiosach.

środa, 6 stycznia 2016

Jezus jest Panem!

Jezus jest Panem!
On pozwala mi trwać w czystości.
Nie daje rady diabeł, jego plan się posypał.
Jezus ostoją i źródłem mej siły - On los mój zabezpiecza.
Pan obrońcą mojego życia, przed kim miałbym czuć trwogę?


poniedziałek, 16 listopada 2015

Polemika z tekstem: Dariusz Piórkowski SJ - Kilka słów o... masturbacji

Nie wytrzymam, więc komentuję... Ręce mi opadają, gdy czyta się podobny tekst i to ze strony Duchownego... ale to dziś norma, życie wiary zastępuje się ucieleśnianiem duchowości... Ogólnie tekst traktuję jako uspokajający sumienia samotnych, kleryków, itd. Nie ma nic w nim, co wzbudza nadzieję na triumf ducha nad ciałem.


Oryginał tekstu znajduje się tutaj.



Wszyscy jesteśmy dziećmi naszej epoki:
w domyśle: "wszyscy kiedyś to robili, po co się oszukiwać"... fatalizm od początku tego tekstu...
 
jedni banalizują autoerotyzm, inni wyolbrzymiają problem, widząc w nim podstawową przeszkodę w dążeniu do Boga. Jeszcze inni w ogóle nie zawracają sobie tym głowy.
Od początku Autor podnosi sugestię, że wszyscy tkwią po uszy w problemie. Gdzie są ci „błogosławieni czystego serca”... trudno ich znaleźć na ziemi, w głowie się nie mieści...
  

Masturbacja to sprawa złożona, a kultura masowa promuje autoerotyzm jako naturalne zachowanie, którym nie należy się w ogóle przejmować. Takie przekonanie opiera się na redukcji seksualności do wymiaru biologicznego.
Proste rozwiązanie: nie ulegać kulturze masowej, wtedy problem okaże się prostszy. Seksualność niestety nie jest zredukowana, ale „zreedukowana”, bowiem staje się centrum kultów bałwochwalczych (pogańskich, satanistycznych...), a to angażuje już duchowość człowieka.

Środki masowego przekazu, a szczególnie internet, prezentują seks jako źródło łatwej przyjemności, z którego można korzystać do woli.
Wyprowadzenie tezy o tym, że środki przekazu jako bezosobowe determinanty mają charakter kulturotwórczy, są marginalizacją wpływu osób i środowisk. Środki do zaspokajania przedmiotu uzależnień istniały i istnieć będą. Chodzi tu przecież bardziej o eksponowanie świata złudzeń, dostępnego na wyciągnięcie ręki...


W ten sposób seksualność staje się jedną z rzeczy, jakby istniała w zupełnym oderwaniu od osoby ludzkiej. Jednak na dłuższą metę, ludzka płciowość nie pozwala się sprowadzić jedynie do fizycznego wymiaru, bo jest ona językiem ciała, który wyraża całego człowieka.
W tej chwili odczytuję tutaj pojęcie oderwania od osoby ludzkiej jako nadużycie semantyczne. Nie chodzi przecież o oderwanie, a o izolację, ponieważ w człowieku zachodzi izolacja, to w człowieku zniewolonym zachodzi ten proces, a nie poza nim i w oderwaniu od niego. I kolejne zdanie... od oderwania do przeholowania... płciowość nie wyraża przecież całego człowieka, lecz sferę jego wrodzonych cech i przymiotów. A do tego płciowość nawet uduchowiona, nie wyraża nic tak naprawdę, jedynie płciowe działanie człowieka.


Wśród osób wierzących problem potęguje również lękowe podejście do seksualności podsycane nierzadko na katechezie, kazaniach czy w konfesjonale. Często chodzi w tej edukacji o nic innego niż wpojenie osobom dążącym do świętości, że nie powinny "odczuwać" seksualności.
W głębszym sensie, taki ideał świętości nie dopuszcza faktu, że Chrystus również przeżywał własną seksualność. Nierzadko w formacji seminaryjnej i zakonnej można dostrzec tendencję do "uduchowienia" ludzkiej seksualności. Klucz do sukcesu wydaje się być prosty: jeśli zainwestujesz w "duchowość", spędzisz wiele czasu na modlitwie i umartwisz ciało, seksualność, która dotąd stanowiła zawadę, nie będzie ci już przeszkadzać w "duchowym" rozwoju.
Nie chcę wpaść w sieć zastawioną na takich jak ja: odwołujących się do mistrzów życia ascetycznego, do życia samego Chrystusa, który pościł 40 dni na pustyni i za dni swego życia „nie miał gdzie głowy skłonić”... Ponieważ na tę sieć łapią się tylko „grube ryby” płynące z prądem, a nie pod prąd... Ale mam jedną radę, Jan Paweł II mówił, że człowiek to uduchowiona cielesność i ucieleśnieniona dusza. Pan Jezus mówił: „Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Komu wierzyć chcecie w tej prostej rzeczy, nauczycielowi psychologii choćby z dopiskiem SJ, czy Słowu Bożemu i przykładowi Świętych Kościoła?

Celowo używam cudzysłowu, bo taka "duchowość" opiera się po części na starożytnej herezji, podszytej wrogością do ciała i niepełną akceptacją Wcielenia Chrystusa.
Z własnego to doświadczenia, czy z kuluarów seminaryjnych czytanek na ten temat? Owszem, herezje dotyczyły gnostyków, lecz kanony Świętych Kościoła zaliczają przykłady, które dziś dla Autora tekstu byłyby chyba zgorszeniem, a nie przykładem do naśladowania.


Niestety, powyższe fałszywe przeświadczenia pokutują ciągle zarówno wśród wiernych, jak i niektórych duchownych, którzy często najcięższe wykroczenia upatrują w grzechach związanych z VI przykazaniem.
Nazwać coś nie do końca, a potem określić że jest to fałszywe, ot cały wywód. A ja bym napisał zupełnie odwrotnie i zdroworozsądkowo: Niestety, przeświadczenie o tym, że lekceważenie „drobnych grzechów ciężkich” służy prawdziwej pokucie, jest przyczyną poważnych odstępstw od wiary i moralności.

Z tych samych powodów tak nieporadnie rozmawiamy o problemach seksualnych, chociaż dotykają one rdzenia naszego człowieczeństwa.
Człowieczeństwo czy cielesność? Rozciąganie pojęcia problemów seksualnych na człowieczeństwo to jak rozciąganie problemów z katarem na zdolność do kontemplacji. Rozmywanie znaczenia przykazania VI według mnie jest przyczyną wszelkiej nieporadności.

Wszyscy jesteśmy dziećmi naszej epoki: jedni banalizują autoerotyzm, inni wyolbrzymiają problem, widząc w nim podstawową przeszkodę w dążeniu do Boga. Jeszcze inni w ogóle nie zawracają sobie tym głowy.
J.W.


Zazwyczaj masturbacja z okresu dojrzewania zanika, ale poważniejszy problem pojawia się wówczas, gdy to seksualne zachowanie przedłuża się na wiek dorosły.
Autor, że niech użyję eufemizmu, nie zachęca czytelników wieku młodzieńczego do jednakowego zaangażowania w problem z uwagi na stwierdzony przez niego brak predyspozycji młodych osób do pojmowania czystości jako radykalnego przylgnięcia do Boga... co za paskudny redukcjonizm osoby ludzkiej! „zanika” - patologa opis? Czy diagnoza? Proszę o przypisy, z którego roku publikacja itd. Takimi tekstami nie osiągnie Autor nic pozytywnego, wypowiadając ciąg słów, a w nim tezę usprawiedliwiającą i zrównującą czyny wszystkich małoletnich.

I o niej właściwie tu piszę. Zaznaczam, że nie chodzi mi tutaj o okazyjne akty, lecz nawyk, który staje się częścią codziennego życia. Przyczyny tego zjawiska są oczywiście złożone.
Powoływanie się na „złożone przyczyny” to tak jakby włożyć kij w mrowisko i zauważyć, jak ono jest złożone, a jaki ten kij prosty. Więc po co te proste podsumowania i następnie, brak analizy przyczynowej zjawisk wśród nieletnich? Jednak swoje zdanie każdy nieletni po lekturze tego tekstu już wyrobił – jego „problem” nie jest aż tak wielki, ma czas, będzie dorosły to wtedy sobie sprawdzi, czy ma „problem”, czy też nie.


Współczesna psychologia i antropologia wychodzi nam naprzeciw, nie pozwalając na pochopne i surowe osądy w tym względzie. Okazuje się bowiem, że przewlekła masturbacja niewiele różni się od innych form ludzkich uzależnień. Z tego powodu, Kościół wypowiada się obecnie z dużym zrozumieniem i miłosierdziem w kwestii moralnej oceny autoerotyzmu.
Wywód iście bezzasadny, jednak wstęp iście oczywisty: Autor wieńczy swój wywód powołaniem się na autorytet Kościoła. Jednostronny, moralnie sedymentacyjny wywód, a jego zwieńczeniem kolejny dowód „sine qua non”. Zastanawia mnie, co Autor chciałby przekazać osobie jeszcze bez nałogu, dopiero rozpoznającej w sobie znaczenie sfery płciowości. Jak trudno brać odpowiedzialność za swoje słowa.


Poniższe spostrzeżenia mogą pomóc tym, którzy cierpią z powodu nałogu masturbacji, w odnalezieniu drogi do pokoju i wyzwolenia.
Jeśli powyższy wstęp miał „mnie”, „jeszcze bez nałogu”, albo „w wieku młodzieńczym” uspokoić (co tekst zrobił, przez bagatelizację problemu), to dalsza lektura chyba „wywoła” tylko zaniepokojenie takiej osoby.


1. "Nie jestem wartościowy"



Czasem wiodącym motywem kompulsywnej masturbacji jest próba ukarania siebie za niepowodzenia i porażki. Na czym jednak miałaby polegać kara, skoro doznawana przyjemność wskazuje raczej na nagrodę? Fizyczna przyjemność nie jest karą, ale, podobnie jak w przypadku innych uzależnień, jest nią to, co następuje po masturbacji, czyli poczucie winy, niekoniecznie o zabarwieniu moralnym.
Widzę tu ugruntowanie w czytelnikach przekonania, że czynność ta jest od początku do końca przyjemna (co jest przeważnie nieprawdą), a tylko na końcu jest zonk.. To masturbacja jest porażką samą w sobie, także pod względem sposobu w jaki osoba doświadcza przyjemności.


Jest to mechanizm błędnego koła, który opisać można tak: niskie poczucie własnej wartości - masturbacja - poczucie winy jako kara - pogłębienie kryzysu własnej wartości - smutek… i wszystko zaczyna się od nowa.
A ja tu widzę jeden stan – kryzys. Przejściowe doświadczenie to przejściowe doświadczenie i jako takie już jest z założenia przygnębiające.

Autoerotyzm przybiera wówczas postać bicza, którym człowiek chłoszcze samego siebie. Celem tej kary jest nieświadome potwierdzanie siebie w poczuciu bezwartościowości. Paradoksalnie, osoba taka masturbuje się nie po to, aby odczuć przyjemność, ale żeby umocnić w sobie negatywny obraz samego siebie i jeszcze bardziej się pognębić.
Celem kary jest ucieleśnienie stanów emocjonalnych. Powyższe to tylko jedne z możliwych scenariuszy, o czym Autor nie nadmienia, a więc ten wywód ma bardzo subiektywny wydźwięk.


Niskie poczucie własnej wartości najczęściej sprzymierza się z doświadczeniem niepowodzenia i różnego rodzaju frustracjami. Rozczarowania i związane z nimi złe samopoczucie są tylko pośrednim źródłem masturbacji, jej zapalnikiem. Bezpośrednia przyczyna tkwi w wyidealizowanym podejściu do rzeczywistości i nadmiernej surowości względem samego siebie.
To kolejny z możliwych scenariuszy. Nie można ich wrzucać do jednego „worka”.



Osoba z tego typu kompleksami nie zawsze świadomie powiela następujący schemat myślowy: "Zawsze powinienem odnosić sukcesy. Jeśli coś mi nie wychodzi, oznacza to, że nie jestem dobry i wartościowy, a więc zasługuję na karę, aby w przyszłości dać z siebie jeszcze więcej".
Kolejny symptom kompleksu niższości. Nie chcę wywodzić nic z powyższego, bo „zasługuję na karę” to pomieszanie poczucia grzechu z zadośćuczynieniem za niego. Autor twierdzi, że ta wewnętrzna sprzeczność (która nie może się utrzymać jednostajnie długo w człowieku) jest przyczyną problemu...


Iluzja tego myślenia polega na tym, że osoba taka nie chce pogodzić się z faktem, że niepowodzenia są częścią codziennego życia. Po drugie, swoją wartość utożsamia z rezultatem swoich wysiłków. Każdą porażkę traktuje jako zamach na samego siebie. Stara się więc robić wszystko, żeby niepowodzeń było jak najmniej. I wpada w kolejną pułapkę. Napina się i staje na rzęsach. A kiedy nieuchronnie doświadcza kolejnej frustracji, która, zdaniem uzależnionego, nie powinna była się wydarzyć, ucieka się znowu do masturbacji. I tak koło się zamyka.
Powyższa racjonalizacja problemu to właśnie najczęstszy motyw dlaczego ludzie trwają w nałogu. Brak wytrwałości jest ugruntowany właśnie taką formułką: po co mam stawać na rzęsach, zrobię co w mojej mocy, a jak się nie uda to trudno.
Żadne „trudno”, bo nałogowiec w powyższym tekście znajdzie swoje lekarstwo na kaca moralnego – wodę z kwiatków, gdzie kwiatki to krótkotrwałe zadowolenie z rozwiązania dylematu moralnego i przyzwolenie na dokonywanie grzesznych aktów, bez nadziei na poprawę. W tym pesymistycznym ujęciu człowieka, wolność przychodzi jako cud, jak przywracanie wzroku niewidomemu. Takimi motywami kierują się ludzie młodzi: czekają na cud zamiast zakasać rękawy i do pracy, do wysiłku ascezy się przyłożyć!




Cdn.

poniedziałek, 2 listopada 2015

witam i zapraszam do życia w wolności dzieci Bożych!

Pan Bóg mnie uzdrowił, cieszę się i weselę w Panu, ponieważ mnie namaścił i uzdrowił. Wielki jest Pan i wielka jest Jego chwała. Pan obrońcą mego życia, przed kim miałbym czuć trwogę? Pan moją opoką i tarczą. Alleluja, Amen!