Pierwsze i kolejne starcie

Pamiętaj, że nie walczymy jedynie w swoim ciele i duszy, ale że nasze życie jest polem walki duchowej duchów czystych i nieczystych. W tej wewnętrznej walce mamy więcej jednak stronników, a przede wszystkim to za nas i naszą wolność od zła Pan nasz Jezus Chrystus poniósł śmierć i zmartwychwstał dla naszego zbawienia.

STAŃ W PRAWDZIE

Ogołoć się nawet z metod "walki" jaką prowadziłeś do tej pory. Nie metoda walki, nie jakieś gesty, ale poznanie swojego stanu, swojego wrzącego i rozpalonego do czerwoności wnętrza, które żąda składania ofiar na ołtarzu, który służyć ma do składania Bogu ofiary... pamiętaj o tym. Masz w swoim sercu tylko jeden ołtarz ofiarny i on należy do Boga. Im częściej Bogu na nim składasz ofiarę modlitwy i pokory, tym więcej serce rozpala się Bożą miłością - Boża miłość jest pierwsza (uprzednia), to Twoim dziełem jest odpowiedzieć na Nią.

Poznaj siebie

Poznawaj siebie, może za szybko automatycznie zgadzasz się na coś co Ci później przynosi szkodę, zatrzymaj się nad tym. Sprawdź tego wartość. Pamiętaj, że lepiej się pozbyć tego, co przynosi niekorzyść dla duszy.

Chcę Ci przekazać to, jak sam walczyłem i walczę, bo każda walka raz rozpoczęta trwa przez całe życie. I tym się teraz nie zniechęcaj, bo masz więcej mocy walcząć z czymś, co już znasz i pokonałeś raz, drugi... kolejny.
W tym doświadczeniu masturbacja przestaje być tematem tabu, a staje się kolejną, szarą pokusą, którą umiesz odrzucać tak jak odrzucasz pokusę kradzieży, czy zabójstwa.

Dlaczego w tej chwili tak łatwo ulegasz masturbacji?



Poznanie siebie musi być szczere i całkowite. Jak mówiłem Ci już o zamkniętym pokoju i czasie dla siebie, o ręczniku na łzy - teraz to twoja "kajuta" na tej miotanej falami łodzi "bez sternika" (to się jeszcze okaże... Bóg czuwa nad Twoim losem, odkryjesz to później...), może tonącej łodzi...

Musisz na nowo zacząć patrzeć na siebie, na swoje ciało przede wszystkim, na swoją płciowość. Masz na pewno zniekształcony obraz człowieka, w tym siebie samego, przez pornografię, przez grzechy ludzi, których widziałeś lub znasz.
Bądź gotowy by zaakceptować siebie - swoją nagość, swoją odmienność, swoją odrębność. Postaraj się swoją wstydliwość odkryć na nowo. W tym celu to ćwiczenie musi być całkowicie intymne, nie może nikt z zewnątrz w tym uczestniczyć, tylko Ty i Pan Bóg.

W pokusie najcięższej jaką zdołasz wytrwać w tej 5-cio stopniowej skali, nie sięgasz do formy zaspokajania się i karmienia swoich pożądliwości, ale przez poznanie siebie w prawdzie przez doświadczenie własnej nagości, szukać zaczynasz woli Bożej i piękna w tym, jak został(e)aś stworzon(y-a). To ćwiczenie musi przebiegać niezakłócone, bez lęku. Miłość wyzbywa się lęku. Poznać i zaakceptować siebie to wyzbyć się lęku przed kolejnym aktem autoerotyzmu, który tym razem nie nastąpi ponieważ "poznaję siebie i znam swoje piękno, swoją wartość przed Bogiem".
Najważniejsze by w tym obcowaniu z sobą samym odkryć w sobie prostotę, której brak w wyuzdanym świecie pornografii i przemocy na tle seksualnym. Odkryć swoje prawdziwe oblicze jako człowiek i być świadomym nad czym pracować. To odbudowanie obrazu Bożego w człowieku, że nie ma rzeczy mniej ważnych lub więcej ważnych. Ta równowaga wewnętrzna na podstawie zewnętrznej obserwacji własnego ciała i słuchania swoich uczuć, lecz nie zatrzymywaniu się na nich, to mocna przeciwwaga dla skorumpowanego dążenia do zaspokojenia nienazwanych żądz, gwałcących poczucie własnej godności i poczucia spełnienia, samorealizacji.
Ofiarować należy to ćwiczenie Bogu i zaprosić Go do swego wnętrza, aby stał się Światłem twojego wnętrza i promieniował radością przez widzialne ciało.

 

Odnajdziesz źródło lęku

Przede wszystkim należy odnaleźć moc i przeciwwagę dla pokusy w tym, by dobra dla swojego ciała nie upatrywać w dogadzaniu jego członkom. Trzeba odwrócić uwagę skupioną przez pokusę na czynności dążenia do samogwałtu i dobrze rozważyć ten termin - gwałt to oderwanie od całości ciała, jakby wyrwanie z całego życia tylko jednego fragmentu, o który pokusa walczy w całym ciele. Jakby jeden pies zbudził całe osiedle, tak jedna pokusa dręczy całe ciało. Trzeba uciszyć tego najbardziej głośnego psa a wtedy okaże się, że to nie całe ciało pragnęło tego aktu, ale tylko niepokój, często nie dolegliwość cielesna od strony genitaliów, ale lęk o to, że nie spełniając aktu masturbacji stanie mi się jakaś krzywda: oszaleję, wystrzelą mi z ciśnienia jądra/jajniki (nic takiego się nie stanie, zaświadczam jako mężczyzna!), nie będę miał/miała zdrowia seksualnego itd.
To są wszystko lęki, a nie poważne rozważania.  

To twój lęk przed: odrzuceniem męża/żony, przed konsekwencjami zdrowotnymi, przed presją społeczną ("wszyscy to robią"), przed uczonymi bredniami ("zalecenia psychologów np. w okresie dojrzewania"), przed potępieniem wiecznym - każe Ci popadać w samogwałt jako ucieczkę, rezygnację i wybór czegoś, co jest ostatecznie duchową i moralną chorobą prowadzącą do tego, przed czym właśnie uciekasz wybierając masturbację - do odrzucenia męża/żony, do chorób wenerycznych/niepłodności/impotencji, do presji społecznej przez którą jesteś postrzegan(y-a) jako przedmiot seksualnych roszczeń, do psychologicznych konfliktów wewnętrznych: nerwic natręctw i obniżenia poziomu własnej wartości w swoich oczach, a koroną tego wszystkiego jest właśnie... potępienie wieczne, przez trwanie w grzechu.

Dlatego wykorzystaj chwilę odosobnienia i zacznij żyć w pełnej świadomości własnej cielesności. To jest momentalna odtrutka dla Twojego wykrzywionego wizerunku własnej osoby i innych osób. Pokusę bezwstydności zwalcz odkryciem swojej wstydliwości. Niech ujrzy światło dzienne to, co tak naprawdę napędza Twoją obojętność do ulegania masturbacji. Wtedy w świetle tego spojrzenia, które Ciebie uzdrowi, nie zostanie cień wątpliwości - Twoje wewnętrzne konwulsje, torsje, niemoc - stracą rację bytu. Zobaczysz jak chwile upojenia "seksualnym" doświadczeniem zastąpi upojenie pokojem serca, który przewyższy wszelkie doświadczenie niemoralne i złe.

To PIERWSZE STARCIE ale nie jedyne i nie ostatnie. Pamiętaj, to walka, którą toczysz otwarcie i jawnie, na wszystkich frontach swojego świata. I nie bój się wytaczać najcięższych dział w tej walce o własną wolność, czystość, życie w łasce uświęcającej i o zbawienie duszy i ciała. To nie tylko frazesy, drogi Bracie, Siostro. Niezależnie ile masz lat, to są podstawy, które jako osoba ulegająca nałogowi, masz moc przećwiczenia, przeciwstawienia się i pełnego zwycięstwa we współpracy z Bożą łaską.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz